GRAND PRIX HISZPANII BEZ SUPER AGURI ?

By f1lane

Wiele wskazuje na to, że najbliższy wyścig w Hiszpanii może odbyć się bez Sato i Davidsona. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi oczywiście o pieniądze, ale tym razem sytuacja zdaje się być bardziej tajemnicza…

Media praktycznie pomijają tę sprawę, a wydaje mi się ona ważna z kilku powodów, kryje w sobie wiele wątków, które są za mało eksplorowane. Problemy Super Aguri nie pojawiły się wczoraj, już przed sezonem było wiadomo, że ich sytuacja finansowa, mówiąc delikatnie, jest niepewna. Wszystkich fanów tego zespołu na pewno ucieszyła nagła informacja z początku marca, że team weźmie udział w rywalizacji w F1, dzięki tajemniczej Magma Group (z siedzibą w Londynie), która postanowiła zainwestować i uratować drużynę. Na ten krok zgodziła się Honda, która stworzyła ten team, by znaleźć gdzieś miejsce dla Takumy Sato, kiedy jego kariera w F1 stanęła pod znakiem zapytania. Sielanka nie trwała długo. Po trzech wyścigach sezonu, przedstawiciele Magmy rezygnują ze wspierania Super Aguri.

Oświadczenie na oficjalnej stronie stajni z dnia 16.04.2008 głosi:

Super Aguri F1 Team został poinformowany przez Magma Group, potencjalnego nabywcę drużyny, że jej inwestorzy nie chcą więcej finansować planowanego przejęcia.

Aguri Suzuki jest zmuszony do rozważenia przyszłości zespołu, jak również prowadzić negocjacje z innymi stronami.

Należy oczekiwać następnego oświadczenia szefostwa teamu. Rodzą się pytania: dlaczego Magma Group zachowuje się tak nieprzewidywalnie, skoro potencjał zespołu jest znany od dawna, a jego wyniki w Australii, Malezji, Bahrajnie nie są żadnym zaskoczeniem? Jaki podmiot kryje się za tą nazwą? Kto tym podmiotem zawiaduje?

Za problemami Super Aguri stoi być może jeden człowiek, ten miło uśmiechający się jegomość za kierownicą Maserati.

Oto Martin Leach kierujący wspomnianą Magma Group, która najpierw wyciąga do teamu Aguri pomocną dłoń, by zaraz potem zostawić ekipę na lodzie. Podobno “kto daje i zabiera…”, ale…po kolei. Leach to osoba powszechnie znana w moto-świecie. Sam marzył kiedyś o karierze wielkiego kierowcy wyścigowego. Po występach w kartingu, znalazł się nawet w Formule Ford 2000, niestety na tym musiał zakończyć z powodu artretyzmu. Zadowolił się rolą inżyniera w Fordzie, by znaleźć się szybko na stanowisku dyrektora wykonawczego Ford Europe. To właśnie dzięki niemu Ford wpompowywał pieniądze w Jaguar Racing, a team Jordana korzystał z silników Forda w sezonie 2003 i 2004. Następnie Leach opuścił Forda, by nieźle zamieszać w koncernie Fiata. Miał szefować Ferrari i Maserati naraz, ale nie zgodził się na to ówczesny prezes Ferrari Luca Montezemolo. W wyniku walki o władzę Leach krótko dowodził tylko Maserati, a na szefa całego Ferrari (nie tylko stajni wyścigowej) został namaszczony sam Jean Todt. Człowiek, którego od zawsze ciągnęło do wyścigów, był o krok od dostania się na sam szczyt w hierarchii samochodowych decydentów. Jednak w erze Schumiego Todt był nie do pokonania. Kiedy w 2005 roku Maserati dostało się pod kontrolę Alfa Romeo, Leach założył grupę konsultingową, doradzającą w przemyśle samochodowym, o nazwie Magma Group. Sztandarowa inwestycja Magmy – UltraMotive – zespolone, wielofunkcyjne centrum inżynieryjno – projektowe. Strategia Magmy – pomoc koncernom samochodowym na całym świecie, we wprowadzaniu nowych produktów, szczególnie na rynki Azji i Europy Środkowo-Wschodniej. Jeden z pierwszych klientów – rosyjski koncern GAZ International. Pierwszy ważny produkt: Siber – dostosowana do rosyjskich warunków wersja Chrysler Sebring, oczywiście na licencji. Oznacza to, że Leach ma teraz dostęp do pieniędzy, które pozwoliły na deklarację pomocy dla Super Aguri. Dlaczego jednak Magma tak szybko wycofała się ze swojej propozycji? Zdaje się, że Leach uznał, iż jeszcze za wcześnie na inwestowanie w F1…

Dlaczego warto zwrócić uwagę na japoński zespół? W każdym teamie, nawet w tym z końca stawki znajdujemy godne uwagi wyścigowe osobowości. Tak jest właśnie w przypadku Anta Davidsona i Takumy Sato. Davidson to jeden z najmniej docenianych pilotów w Formule 1. Ten skromny chłopak, żyjący w cieniu Hamiltona, ma olbrzymi potencjał, ale i ogromnego pecha. Dowodem na potencjał niech będzie świetna jazda w czasie Q2 podczas zeszłorocznego GP Turcji. Anglik znakomicie wyczuł newralgiczny, trzeci sektor toru Istanbul Park, świetnie poradził sobie z ciśnieniem opon (oszczędność opon i przyczepność była kwestią kluczową). Potwierdza to jego zdolności: analizy “na gorąco” i szybkiego reagowania. Swoim jedenastym miejscem w kwalifikacjach i stylem jazdy zachwycił ekspertów, ale malkontenci wciąż mają wiele okazji by nazywać Anta “mistrzem jednego okrążenia”. Nie zapominajmy, że Davidson funkcjonuje w zespole, który został założony specjalnie dla jego partnera. Nie można powiedzieć, że są to komfortowe warunki do rozwoju, tym bardziej należy docenić “niewidoczną” jazdę Davidsona. Statystyki są jednoznaczne: to Davidson był lepszy od Sato w kwalifikacjach, wygrał z nim stosunkiem 11 do 6. Żaden z partnerskich, wewnętrznych pojedynków w całej F1 A.D 2007 (sic!) nie zakończył się lepszym wynikiem!

Warto też docenić Sato, pisząc o jego pozycji w zespole stwierdziłem tylko fakt. Myślę, że Takuma również zasługuje na rehabilitacje w oczach kibiców, którzy zwykle skupiają uwagę na początek stawki. Nie zapominajmy, że człowiek ten stał już na podium GP (Indianapolis), w znakomitym dla BAR Honda sezonie 2004. Sato i cała drużyna na zawsze zapamiętają poprzednie GP Hiszpanii, kiedy Japończyk zdobył pierwszy punkt dla Super Aguri, w całej, krótkiej historii zespołu. Chyba najbardziej z tego powodu ich potencjalna nieobecność w Barcelonie będzie szczególnie bolesna. W czwartym GP poprzedniego sezonu zespół osiągnął pierwszą ósemkę, co dla wielu pozostawało tylko wcześniej w sferze marzeń. W Kanadzie Sato przeszedł samego siebie, a może i nawet pokonał niedoskonałą technologię, kiedy na ostatnim okrążeniu, znakomitym manewrem przeskoczył przed samego Fernando Alonso i uplasował się na 6 miejscu. Euforia SA była nie do opisania. Najciekawsze jest to, że w tym dramatycznym wyścigu punktować mógł także Davidson. Gdyby nie świstak, który wpadł wprost pod bolid Anglika, Anthony prawdopodobnie byłby na punktowanym miejscu. Ta kuriozalna sytuacja najlepiej oddaje siłę wyścigowego fatum.

Ostatnie doniesienia mówią o tym, że zespół udaje się do Barcelony, ale jego występ wciąż jest niepewny…

Tagi: , , , ,

Dodaj komentarz