Rozpoczynając ocenę dzisiejszego wyścigu o GP Hiszpanii, trzeba mieć w głowie słowa Roberta: “Nie musimy stać na podium w każdym wyścigu”. Regularność jest kluczem do sukcesu. Dotyczy to zarówno Ferrari, które znów nie zawiodło, jak i Roberta, który pojechał równo i spokojnie po 5 punktów, awansując tym samym na 3 miejsce w klasyfikacji generalnej MŚ. Jednak regularność może być też nudna.
Myślę w tej chwili o Ferrari. Jazda Raikkonena i Massy (którego forma się ustabilizowała) jest tak perfekcyjna, że czasem ze znużeniem obserwuje się jak pokonują łuki, przyśpieszają na prostych, z rozmysłem atakują szykany. Oczywiście są piekielnie szybcy, gdyby nie 2 neutralizacje, zapewne odskoczyli by jeszcze bardziej. Liczyłem po cichu na jakiś błąd Massy w końcówce, szczególnie w 3 sektorze, w którym czuł się najmniej pewnie, ale po wszystkim muszę teraz pogratulować Brazylijczykowi. Iceman pojechał świetnie wczorajsze kwalifikacje, co ułatwiło dzisiejsze, drugie zwycięstwo w tym sezonie. Jeśli limit błędów i awarii Scuderii został wyczerpany w Australii i Malezji, to dogonić ich będzie bardzo trudno. Raikkonen jeździ jak zaprogramowany robot, Massa pokazuje większe człowieczeństwo. W Turcji znów będą faworytami, tradycyjnie świetnie czyje się tam Felipe.
Jeśli ktoś traktował GP Hiszpanii jako nudny i przewidywalny wyścig, tym razem na pewno się zdziwił. Działo się dużo. Wyścigu nie ukończyło 9 zawodników. Groźny wypadek miał Heikki Kovalainen (pierwsza diagnoza=wstrząs mózgu), mieliśmy dwie neutralizacje, kilka ciekawych pojedynków, mimo iż na Circuit de Catalunya wyprzedzanie jest niezwykle trudne.
Wyścigu nie ukończył faworyt gospodarzy – Fernando Alonso. Szkoda, bo Hiszpan walczył dzielnie dla ponad 130.000 widzów. Jego udział w wyścigu mógł się zakończyć już na okrążeniu formującym, kiedy na wyjściu z zakrętu New Holland na prostą start/meta Fernando wjechał na trawiaste pobocze i omal nie uderzył w betonową ścianę. Pozornie wyglądająca przygoda mogła mieć kuriozalne skutki. Alonso stracił 2 miejsce po starcie, starał trzymać sie blisko Massy. Nie było to łatwe, w rezultacie to Hamilton zaczął się szybko zbliżać do Fernando. Może mielibyśmy dramatyczny pojedynek byłych partnerów, gdyby nie fakt, że Alonso musiał opuścić czołówkę i pierwszy udać się na tankowanie. Może wtedy byłaby szansa na to, by Robert zbliżył się do McLarena Brytyjczyka, zakładając że Alonso utrzymałby za sobą Lewisa przynajmniej przez okrążenie. Na 35 okrążeniu było już po wszystkim. Po wejściu w zakręt 3 silnik w Renault Hiszpana odmówił posłuszeństwa. Fernando zjechał na na pobocze i niemrawo zaczął wychodzić z kokpitu, mimo że za jego plecami pojawił się najpierw dym, a potem ogień. Miałem wrażenie, że nie jest zbytnio zdziwiony całą sytuacją, był na pewno podłamany, ale nie okazał wściekłości. Więcej smutku można było zobaczyć, kiedy Hiszpan zjawił się w padocku. Jeszcze tylko pogawędka z kibicem, który by pocieszyć idola, przeskoczył przez ochronną siatkę…Kilka słów, których nie dało się oczywiście usłyszeć, jakieś “Stary nie martw się, będzie dobrze” – roznegliżowany, przysadzisty facet pochylił się jeszcze nad mistrzem i poklepał go po plecach. Mistrz uśmiechnął się i odpowiedział tym samym. Piękny obrazek, rzadko zdarzają się takie sytuacje. Zwykle kibice, szczególnie w czasie rywalizacji są znacznie dalej od swoich herosów.
Pecha miał Nick Heidfeld. Jego start, podczas którego odrobił dwie pozycje, może świadczyć o tym, że BMW pracuje nad rozwiązaniem problemów, o których mówił Polak (oprogramowanie). Potem było jednak gorzej. Kiedy wjechał SC po fatalnym wypadku Kovalainena, Niemiec musiał wybierać: jechać i ryzykować przedwczesne zakończenie wyścigu z powodu braku paliwa, czy zatankować przy zamkniętym pitlane, co równa się 10-sekundowej karze postoju. Nick wybrał oczywistą, drugą opcję. Potem, co mogliśmy słyszeć przez team radio, wykazał się brakami w znajomości przepisów, chcąc jak najszybciej odpokutować złamanie regulaminu. Brawo za ambicję w końcówce i walkę o utracone pozycje. Brawo za ładny manewr wyprzedzania Fisichelli. Heidfeld zakończył wyścig na 9 miejscu, z ponad 3,5 sekundową stratą do jednego, ważnego dla drużyny punktu, który stał się udziałem Jarno Trullego i Toyoty.
Robert znów zapewne będzie narzekał na oprogramowanie służące do startu. Jest to pewnie jedna z przyczyn tego, że Hamilton dopadł Polaka tak szybko. Sytuacja jednak jest nieco bardziej złożona. Patrząc na start wyścigu jeszcze raz, wydaje się, że Anglik wykonał świetną i ryzykowaną robotę. Kubica ruszył płynnie, ale zabrakło mu prędkości potrzebnej do zwiększenia przewagi przed dohamowaniem do pierwszego zakrętu. Sytuacja Roberta była bardziej dramatyczna niż się wydaje. Nie mógł zmienić swojej pozycji, bo według przepisów dozwolone jest blokowanie tylko z jednej strony, albo po wewnętrznej, albo po zewnętrznej. Tym czasem kiedy Hamilton mijał Kubicę po wewnętrznej, po zewnętrznej czaił się już Kovalainen. Robert musiał zostać w miejscu, aby nie otrzymać kary za podwójne blokowanie, zarazem jadąc tak by zniechęcić Fina do manewru wyprzedzania. Polski kierowca wybrał dobrze, utrzymał się za Hamiltonem. Dlatego brawo dla Roberta za rozwagę, jak i gratulacje dla Lewisa za drapieżny start.
Robert jechał po profesorsku. Nic jednak nie mógł zrobić. Serce biło nam mocniej, kiedy dwukrotnie Robert i Lewis zjeżdżali do pitlane w tym samym momencie. Wydawało się nawet, że może uda się Krakowianinowi przeskoczyć Hamiltona. Nikt nie popełnił błędu, a na torze nie było już szansy na zmianę i tak bardzo dobrego wyniku. 4 miejsce, 5 punktów i awans w łącznej klasyfikacji mistrzostw świata kierowców na miejsce 3, za Raikkonenem i Hamiltonem. Wiem, że wszyscy widzieliśmy już Roberta na 3 podium z rzędu. Jednak za szybko zapomnieliśmy o McLarenach. Okazuje się, że wciąż mają sie nieźle. Przechwałki Dennisa może się nie sprawdziły, bo tempo Lewisa i Roberta było podobne, ale team z Woking nadrobił straty i to z nim najpierw, a nie z Ferrari przyjdzie walczyć BMW w Turcji. Gdyby Polak obronił się przed Hamiltonem… Tak naprawdę nigdy się nie dowiemy. Zamiast gdybać poczekajmy na GP Turcji.
Tagi: BMW Sauber, fernando alonso, ferrari, GP Hiszpanii, hamilton, kovalainen, mclaren, nick heidfeld, robert kubica




kwiecień 28, 2008 o 7:42 pm |
Nie da się ukryć, że regularność będzie najbardziej istotnym elementem walki o …drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów i o 3 i 4 miejsce w klasyfikacji kierowców. Gdyż po GP Hiszpanii najbardziej oczywistym wnioskiem jest fakt, że generalnie Ferrari już pozamiatało i ich nic już nie ruszy, przez co jednak mistrzostwa ucierpią i będzie troszku nudno
Tzn. nie będzie nudno dla nas, fanów Roberta, bo ten pewnie będzie się tasował na zmianę z Luisem i Nickiem o 3 miejsce, lecz jak dla mnie to max o co mogą powalczyć. Kimi w bardzo wysokiej formie, Massa w końcu tą wysoką formę ustabilizował, nieregularny Luis (jak i jego team) przeciętny Kovalainen oraz regularny Robert i chłodny Nick. Różnice między mercedesami i bmw są jednak minimalne i choć sezon jeszcze na dobre się nie zaczął, to jednak mogą tylko wąchać spaliny Ferrari