MOSLEY CASE – RON NIE SZPIEGOWAŁ !?

By f1lane

Dlaczego wszystkie kontrowersyjne sprawy na Wyspach muszą rozwijać się jak scenariusze prasy pulp, jakby za działaniami i słowami bohaterów prasowych doniesień stali najbardziej przebiegli edytorzy tabloidów? Musze przyznać, że mam już trochę tego dość, nie zdziwiłbym się, gdyby ten post był ostatnim jaki przyszło mi opublikować w tej sprawie…

Jak donosi mój stały współpracownik na Wyspach – Arkadiusz Kaczmarek, na temat wyczynu Mosleya krąży wiele plotek i przypuszczeń…Dużo mówi się, o potencjalnym sprycie szefa FIA, podobno nie jest łatwo zorganizować tego typu orgię w tym rejonie Londynu i to z tak specyficznym scenariuszem! Czy tego sprytu wystarczy Mosley’owi  3 czerwca, kiedy w Paryżu zbiorą się delegaci FIA i zdecydują o jego przyszłości? Nie wybiegając zanadto do przodu – sądzę, że czeka go tam zasłużona gilotyna…

Media w Polsce ucichły. O ile atrakcyjne doniesienia News of the World były początkowo godną pożywką, szczególnie dla portali plotkarskich, dalsze śledzenie rozwoju tej groteskowej sprawy, nie ma już dla polskich wydawców znaczenia. W sobotę donosiłem o spotkaniu na Circuit de Catalunya, jakie zgromadziło szefów teamów (zabrakło tylko Aguri Suzuki). Pod przewodnictwem szefa F1 Bernniego Ecclestone’a rozważali oni podjęcie pewnych działań, mających uściślić i wyartykułować stanowisko najważniejszych person F1 w tej sprawie . Większość, wraz z Ecclestonem na czele, poparła projekt stosownego oświadczenia. Przeciwne było Ferrari, ale mimo wszystko trzeba przyznać, że opozycja jest szeroka i silna.  Nawet jeśli jej głos będzie jednym wielkim eufemizmem, liczy się, tylko to, że zaistnieje…

Tymczasem Mosley, będąc w beznadziejnej sytuacji, w sposób nieudolny broni się, wybierając atak. Bliżej niesprecyzowane podmioty miałyby uknuć przeciwko niemu spisek! A więc to zamach na szefa FIA!? Hipoteza spisku dawno by pewnie upadła, gdyby nie Ron Dennis, który publicznie  zaprzeczył o jakichkolwiek związkach jego teamu z tą sprawą…Dennis miałby idealny motyw, by wysłać do Mosleya prostytutki…Motyw w postaci zeszłorocznej kary w aferze szpiegowskiej…Max zatrudnił podobno wyspecjalizowaną agencję, by odnalazła każdego, kto mógł maczać palce w jego zhańbieniu…Panowie nie muszą się już fatygować do Woking. Mają słowo Rona…

Mój prześmiewczy ton miesza się ze zniesmaczeniem, jakie wywołuje u mnie brak jednoznacznego potępienia tego typu zachowania. Myślę tu szczególnie o szefostwie F1, ale także innych decydentach świata motoryzacji. Jak zwykle najwięcej zrozumieli ci, ktrzy nie mają wpływu na możnych i wielkich, a więc prości, zwykli internauci. Przeglądając fora internetowe i komentarze na najbardziej opiniotwórczych blogach, spotykam się z jednoznacznym brakiem zgody na przechodzenie nad Mosley case do porządku dziennego. Paradoksalnie bulwersująca sprawa przynosi wiarę w ludzi. Oby nie pozbawili mnie jej delegaci FIA na zjeździe w Paryżu…

Tagi: ,

Napisz odpowiedź