
Trzeba relację z GP Turcji rozpocząć właśnie tego typu wybiegiem w przyszłość…Massa – co było do przewidzenia zdobywa w Stambule hat – trick, Robert po świetnym starcie i równej jeździe dociera na metę 4, ramię w ramię z Heidfeldem zdobywając cenne punkty dla drużyny. Polak z pewnością jest już myślami na kolejnym wyścigu – być może tam czeka go pierwsze zwycięstwo…
Ale to Brazylijczycy są bohaterami wyścigowej niedzieli. Massa wygrywa w Turcji trzeci raz z rzędu, nie popełnia błędu i wykorzystuje start z pole position. Brawa dla chimerycznego Felipe, który pojechał bardzo dobry, choć wcale nie łatwy wyścig. Z kolei Barrichello pobił rekord startów w GP F1, należący od 1993 roku do Ricardo Patrese. 257 weekendów wyścigowych to imponujący dorobek – sympatyczny Brazylijczyk, ogłosił rano, że chce dotrwać w Jedynce do 300 wyścigów. Ambitny i wcale nie tak wariacki plan, jakby się wydawało…
Robert zrobił wszystko co mógł – 4 pozycja to dzisiejsze maksimum – zarówno Ferrari, jak i McLareny były za szybkie. Odetchnęliśmy z ulgą, kiedy zobaczyliśmy start – w końcu płynny i zdecydowany. Robert pojechał do końca zamierzoną linią, skorzystał na walce Raikkonena i Kovalainena i już po pierwszym zakręcie był 3! Świetny start i dodatkowe szczęcie spowodowało, że odżyły marzenia o powrocie Polaka na podium. Kubica szybko musiał się zmierzyć z mistrzem świata – świetnie obronił się przed Finem, utrzymując się ponad sekundę przed Ferrari Raikkonena. Iceman miał jednak więcej paliwa i kiedy czołówka, wraz z Robertem zjechała na pierwsze tankowanie, wystrzelił do przodu, na czystym torze ustanowił od razu rekord okrążenia i przez chwilę wydawało się, że zagrozi także Massie. Najważniejsze, że przed następnym wyścigiem problem startów Roberta – uff – możemy uznać za zamknięty, teraz inżynierowie BMW muszą zajrzeć w team radio
Najwięcej zamieszał Hamilton i McLaren – chodzi mi tu o taktykę 3 tankowań – którą możemy śmiało nazwać “koniem trojańskim”. Jak widać występ Lewisa w przedstawieniu o zdobyciu Troi przydał się jako wprowadzenie do wyścigowego knowania przeciwko Scuderii. Ron Dennis zrozumiał po prostu, że zagrozić Ferrari na tym etapie rozwoju, można tylko i wyłącznie poprzez odpowiednie podzielenie dystansu wyścigowego i zaatakowanie bardzo lekkim bolidem. Czy to się udało? O samym wykonawcy planu, czyli Hamiltonie trzeba się po tym wyścigu wypowiadać z pełnym uznaniem. Wykonał plan bezbłędnie jeśli chodzi o wyprzedzenie Raikkonena , zabrakło trochę, by ta akcja szybkich dojazdów i dotankowywań udała się w walce z Massą, choć nawet w bezpośrednim starciu Anglik potrafił błysnąć minięciem Brazylijczyka w trzecim sektorze. Trudno powiedzieć, czy Dennis założył 3 zjazdy przed wyścigiem (uważam, że tak), ale pełne plany mógł też popsuć sam Kovalainen, który wystartował nerwowo i po zetknięciu się z Raikkonenem, zjechał na oględziny do pitlane i wrócił na tor jako ostatni. Całą robotę musiał więc wziąć na siebie Lewis. Jego szczęśliwa mina na podium, świadczy o tym, że był zadowolony. Może i BMW wyciągnie wnioski z tej lekcji. Jeśli nie można dopaść Ferrari na torze, trzeba użyć podstępu…Dobry plan i szybki samochód były dziś kluczem do 2 miejsca McLarena. Nie wydaje się, że dzisiejsze podium to szczyt szczęścia – pewnie liczyli na coś więcej, poza tym drugi raz z rzędu punktów nie zdobył Kovalainen. Regularność do podstawa w tym sezonie i jak na razie to BMW zbiera punkty konsekwentniej.
Tagi: felipe massa, GP Monako, GP Turcji, robert kubica