Jeśli ktoś otrząsnął się już po zeszłoniedzielnym wyścigu, to znaczy, że chyba widzieliśmy zupełnie inne zawody – GP Monako A.D 2008 przejdzie do historii, bo na ulicach Księstwa było wszystko co sprawia, że F1 przyciąga i nie daje o sobie zapomnieć: deszcz, wypadki, taktyczne majstersztyki, błędy i dramaty – w tym wszystkim Polak o krok od pierwszego zwycięstwa.
Zobaczyliśmy wyścigowy geniusz Roberta w pełnej okazałości ! Zobaczyliśmy samotnego bohatera, który wygrał z pogodą i technologią, w tym samym czasie walcząc jeszcze z opieszałością własnego teamu! Nikt mi nie wmówi, że to Hamilton zasługuje na największe brawa – to Robert pojechał BEZBŁĘDNIE, BEZBŁĘDNIE, BEZBŁĘDNIE – wyciągając z bolidu BMW wszystko co sie dało. To już jasne, że zespół Polaka dostał zadyszki, uliczny tor w Monte Carlo był ostatnią i najlepszą szansą, żeby ten kryzys zakamuflować. Robert zrobił wszystko co mógł (a nawet więcej) i osiągnął wynik, którego – jak sam przyznaje – zupełnie się nie spodziewał przed startem.
Znów euforia na Wyspach. Hamilton wraca na fotel lidera. Szaleństwo w prasie brytyjskiej, jakby nikt nie pamiętał, że Monako to tradycyjnie najsłabszy, lub jeden z najsłabszych występów Ferrari. W Kanadzie Hamilton i McLaren (nie wspominając o pechowcu Kovalainenie), będą musieli udowodnić, że nadrobili starty do Scuderii.
Wciąż nie mogę się otrząsnąć po tym co pokazał Robert – zachowując zimną krew i maksymalną koncentracje do końca. Nawet teraz, pisząc o wyścigu z perspektywy całego, minionego tygodnia – nie mogę się nadziwić jak dostrzegł taki szczegół, jak rodzaj ogumienia w Toyocie Glocka?
To niewiarygodne…
Największy przegrany: Raikkonen, który stracił rezon i dodatkowo, pechowo wyeliminował Sutila – gdyby nie ten fakt, jego nazwisko wymieniano by jednym tchem oprócz nazwisk “zwycięzców” – księcia i wiceksięcia Monako – Hamiltona i Kubicy.
Czekamy na Kanadę – pełni obaw – o stan technologii BMW – ale to, że Robert powalczy jest PEWNE !
Tagi: GP Monako, hamilton, robert kubica, sutil
